2010-11-29

zdekompresowana


Nadszedł więc długo wyczekiwany listopadowy piątek, dzwudziestkaszóstka zaświeciła w okienku kalendarza, w skórze rozpadło się zapewne jakies włókno kolagenu, choć może jeszcze brakło do pełnej nowej zmarszczki (co ty, nie brakło, ale krem pod oczy zadziałał...). Ale co najważniejsze zaszelescił między kartkami notesu bilet z wydrukowanym jasno, czarno na białym, miejscem i czasem akcji.
I właściwie możnaby sie już skupić od samego rana na nuceniu pod nosem wielkich hitów i przygotowaniu transparentu "Czesław marry me!", ale łebski-gebski i jego portal zafundowali o 7 rano terminy  w związku z czym z jednym okiem w lusterku, a jednym na ekranie, czas porannych przygotowań spełzł na zapewnianiu sobie możliwości prezentacji chirurgicznej wiedzy. Szkoda, że po minionym weekendzie, przedłuzonym o wolny poniedziałek, prezentacja będzie chyba jednoslajdowa. bez tła w dodatku :)
Opanowanie zdobyczy techniki przebiegło jednak z dużym sukcesem, podobnie jak ostatni już pozdróż do zgierza i spowrotem sponsorowana przez umed, inaczej, sponsorowana przez kieszenie rodziców, zaplanowana przez umed. obligatoryjnie rzecz jasna.

Pre-party na gdanskiej jak zwykle udane, zwlaszcza w towarzystwie czerwonego leszka, ktory smaku nie zmienił, podobnie jak nazwy i czerwonej naklejki, ale zielona butelkę oddał za brazowe szkło, co psuje niestety całą przyjemnosc. Panowie od promocji powinni byc zwolnieni. W trybie natychmiastowym, bez odprawy, tak ludziom nastroju psuć nie wolno! Ach, oprócz Leszka w roli głównej jeszcze NŚ - nieuzyteczna świnia, nie szczeka, nie miauczy, nie łązi na spacery, ogonem nie macha, głaskac sie nie da. A i jeszcze zapewnia takie rozrywki, ze lepiej boso nie chodzić:D No i dla dopełnienia obrazu nędzy, domaga sie jedzenia co tylko w necie do nabycia za odpowiednio wysoką kwotę. Czy ten gatunek tez zaliczamy do pasozytów? :)
Dobrze, że na ludzi mozna liczyć:) Dejwid planuje wyjazd w góry, znalazł nawet tani pensjonat, szkoda, że do gór tak daleko jak z domu :) Potem w ramach przygotowań do wyjścia problem z kolorem koszulki był tak wielki, że zwiał nam tramwaj, ja musiałam w szpilkach takim krokiem sie posuwać, że szanowne gremium przyjaciół miało tygodniowa dawkę serotoniny zapewnioną :) potem się okazało, że "parę przystanków" było najdłuższą trasa świata i trzeba jeszcze było w szpilkach wystac w długasnej kolejce, a potem pan ochroniarz obejrzał jeszcze skarby z torebki (hm, no zapracowana jestem, gdzie tu o porzadkach myslec...).
Finał finałów miejsce pod sceną sie znalazło i na bosaka dobrze sie stało i rurka od piwa dziurawa nie była a cz. to nawet chyba spojrzal w nasza strone:) przydały się ćwiczenia "jak być rozwrzeszczana fanką" :)
W dodatku płyty tansze niz gdzie indziej, bez promocji, ale i bez autografu. I ostatni tramwaj na stoki i pytanie A. : kurna, gdzie my wysiadlysmy roczkowa:)

no jak gdzie, home sweet home:)

fama

skomentuj (0)




2010-11-29

zima zima zima


Miało byc lepiej, a wcale nie jest :) no więc kolejny powód do narzekań, bez sensu zupełnie, bo jest lepiej, ale chciałoby się mocniej, więcej, wyżej, dalej, dokąd nie wiadomo.
Czesławem oszalałam w piątek, w sobotę zapchana czipsami i piwem ze spritem obudziłam się późną niedzielą. Miał być wieczór niedzielny też, ale wziełam oddech.
Kiedy to było, że było tak lekko w środku i mysli na zupełnie innych torach? Teraz stacja jest i nie ma sygnału do startu. Kto tu jest konduktorem?
Zaraz. Nie było lekko wcale tylko oczywiście tak to wyglada jak się ogląda szczyt góry z dołu. Nie chce mi się już siedzieć na dole. Nuda. Probowałam sie wspinać, ale mam wrażenie, że zjeżdżam, oblodzone to wszystko i wkurza mnie to. Na dole jest łatwo. Ale nudno. a ja nie lubie nudy, tak? Na dole jest łatwo. Można włączyć okienko ze słoneczkiem i ponarzekać kolejnej osobie, licząc, że wezmie Cie na swoje sanki i podjedzie troche chociaz.
Fajno. ale dostalismy jednoosobowe wszyscy. i nie jada same tylko sie napchac trzeba. fak. odpada
Na dole jest łatwo. Mozna wymyslac powody dla których warto zostać i zbudowac kolejnego bałwana. Na dole nie wieje. Z dołu sie nie spadnie niżej, chyba, że przyjaciel ci dołek wykopie.
Ale nudno jest na dole, znudziło mi się. Żygam już drzewkami, bałwankami, bitwami na snieżki i robieniem aniołków na sniegu.
Jest łatwiej. Jest nudno. łatwo-nudno, łatwo-nudno, łatwo-dno, ła-dno, ład-no...
Żle tu w sumie. Nudno. Kurna jaka nuda.

No tak. Góra. Daleko do cholery. Stromo w mordę jeża. Nie chce się. [nuda nuda nuda, marta nuda jest!]. Okeeeej. Chce się, ale nie można, trudno jest [można, kto ma móc kurde!... zawsze to działało, weź to załącz]. ehh no dobra, można. Jak to był, jak to było, jak to było...
Jak to sie robiło no, niemożliwe żebym zapomniała. Niemozliwe. hm. próby mi się znudziły. Wez no, jak to było do cholery, jak to sie robilo, zalacz no ten program "góra".

Niemozliwe juz tego nie potrafic. No nie. Kurde no.

Dosyc mam. dosyc. dosyc dosyc dosyc.

Damn it



fama

skomentuj (1)